wtorek, 19 maja 2009
Surówki to jest to
Za mną kolejny obiad w Green Wayu. Dziś wziąłem zupę fasolową (moja ulubiona w tym barze), pół porcji pierożków aromatycznych i talerz surówek. Nie sądziłem, że tak szybko można się wręcz uzależnić od codziennej, obowiązkowej porcji warzyw. I pomyśleć, że jeszcze w tamtym roku rozglądałem się w knajpach głównie za wieprzowiną. Muszę jeszcze dać odpór Magdzie, która wytyka mi, że ciągam ją po lokalach z tanimi obiadami, bo niby chcę, aby również przytyła. Faktycznie, miałem parę dni słabości, ale już wszystko jest w normie. Wieczorne ćwiczenia, zamiast obfitej kolacji zrobiły swoje.
piątek, 15 maja 2009
Staczam się
Zrobiłam sobie małą przerwę w blogowaniu, ale jeśli nawet Marta i Norbert się wpisali to i ja coś dorzucę. W odchudzanie wkradła się dość nużąca rutyna. Dzień podobny do dnia – kanapka, rower, kanapka, jogurcik, obiad, rower, spać. No może nie zawsze – czasami zdarzają się lody. Albo tak jak dziś – Norbert wyciągnął mnie na drugi obiad. Najpierw zjadłam przyniesiony z domu bigosik z młodej kapusty, a potem jeszcze dwudaniowy posiłek w „Tanich obiadach”. Taki to jest ten Norbert. Zazdrości mi wyników i chce żebym przytyła. Sam tyje, więc i inni mają mieć gorzej. No, ale do końca zbałamucić się nie dałam. Ze szczawiowej wyjadłam tylko jajko, a i z ryby z ziemniakami też trochę zostało. Dorzucę jeszcze jeden grzech. Zamyśliłam się i na kolację zjadłam dwa tosty z serem. Jednym słowem staczam się.
Szkodnik pomaga w odchudzaniu
Zostałam zmuszona, żeby przełamać swoje lenistwo i wpisać się na bloga. Wcześniej krzyczała na mnie tylko Magda, która najrzetelniej relacjonuje swoje odmienione, zdrowsze życie. Teraz nęka mnie również Norbert, ktory wpisał się wcozraj i patrzy na mnie z wyrzutem. Oto jestem. Dziś rano doszłam do wniosku, że powinnam w końcu zainwestować w jakąś wagę, bo nie posiadam w domu podobnego sprzetu. Do tej pory sprawdzałam, ile kilogramów mam do zrzucenia w gabinecie lekarskim, razem z Magdą ważyłyśmy się również w salonie urody czy czymś podobnym. Warto jednak na bieżąco śledzić, jak sprawdza się zdrowy tryb życia. Nie mam czasu ani większej ochoty na wieczorne ćwiczenia, ale do wzmożonej aktywności zmusza mnie mój królik. Jest słodkim, ale jednocześnie niezwykle upierdliwym zwierzęciem. To urodzony niszczyciel. Trzeba zaznaczyć, że jest wyjątkowo konsekwentny w swoim działaniu i nie tak łatwo go zniechęcić do podobnych praktyk. Jak nie przegryzie jakiegoś kabla, to ma zmarnowany dzień. Dlatego wciąż ganiam go po domu, żeby uchronić sprzęty elektroniczne. Jak tylko usiądę na kanapie, królik powraca w miejsce, które postanowił zniszczyć i znów muszę wstawać, aby go przepędzić. Jak widać zwierzęta zmuszają do aktywności. Nie tylko psy, z którymi można wybrać się na długi spacer, ale również małe szkodniki jak królik, przed którym trzeba chronić mieszkanie.
czwartek, 14 maja 2009
Kalorie atakują
Nie odzywałem się jakiś czas, bo uznałem, że skoro schudłem nawet więcej niż zamierzałem, to o czym pisać. A tu dziś rano ze zgrozą zauważyłem, że przytyłem dwa kilogramy. Rozpocząłem śledztwo, jak to możliwe. Przecież prowadzę (chyba) zdrowy styl życia. Znalazłem aż trzech winnych: 1. kanapki - choć z ciemnego pieczywa, z wędliną z drobiu i warzywami, to jednak jadłem ich chyba więcej niż potrzebowałem 2. brak ćwiczeń wieczorem - przecież regularnie biegam, to po co męczyć się jeszcze gimnastyką, c. pokusa - wczoraj wieczorem żona przywiozła przepyszne żeberka z ziemniaczkami i surówką, machnąłem ręką na zasady i z radością je spałaszowałem. A dziś zgrzytanie zębami. Zatem bądźcie czujni, bo zbędne kalorie już zacierają ręce.
środa, 06 maja 2009
Dziś reklama
Zapraszam wszystkich na VI Studencki Ogólnopolski Festiwal Teatralny do Olsztyna, który odbędzie się w dniach 8-10 maja. Patronat medialny nad imprezą objęła Gazeta Wyborcza. Wstęp na wszystkie spektakle jest bezpłatny. Poniżej program. PIĄTEK - 8 MAJA 19.05 Inauguracja. Recital Jarosława Chojnackiego Nie,nie odchodź – aula UWM (ul. Głowackiego17) 21.20 Gospodarz S.O.F.T.-u: Teatr Studencki Cezar (Olsztyn) Palimpsmagoria, aula
SOBOTA - 9 MAJA 11.25 Gospodarz S.O.F.T.-u: Teatr Studencki Cezar (Olsztyn) Aj em, Olsztyński Teatr Lalek (OTL) – scena kameralna 12.25 Teatr Delikates (Warszawa) B612, OTL – duża scena 13.35 Teatr Uhuru (Gryfino) Pierogi, OTL – scena kameralna 14.35 Teatr Zmysł (Ostróda) Segrequcja, OTL – duża scena 16.05 Teatr Kreatury (Gorzów Wielkopolski) Miejski Kraul, OTL – duża scena 17.25 Teatr Biuro Rzeczy Osobistych (Gdynia) Miasto moje, OTL – duża scena 18.10 Teatr Boczny (Lublin) M., OTL – scena kameralna 19.40 Teatr Krzyk (Goleniów) Szepty, OTL – duża scena 20.40 Teatr Narybek From Poland (Mysłowice) Dziewictwo, OTL – scena kameralna 21.40 Teatr Studencki GWSH (Gdańsk) Generał i bomba, OTL – duża scena
NIEDZIELA - 10 MAJA 13.15 Gospodarz S.O.F.T.-u: TS Cezar - Grupa Tańca MORPHO(Olsztyn) Iter, Olsztyński Teatr Lalek (OTL) – duża scena 13.45 Gość S.O.F.T.-u: Teatr Światło i Cień (Olsztyn) Śmiecie, OTL – duża scena 14.30 Gość S.O.F.T.-u: Marta Andrzejczyk (Olsztyn) Letnie małżeństwo, OTL – duża scena 15.15 Finał festiwalu, OTL – duża scena 15.40 Rozmowy z Jury, OTL – duża scena
wtorek, 05 maja 2009
Dzień drugi.Narodziny...
Opowieść tę należy zacząć od dnia, w którym mój serdeczny kolega Norbert Kaczan zadzwonił i zaproponował mi wzięcie udziału w akcji – odchudzaniu!!! Najpierw śmiech – potem przerażenie (tak w skrócie mogę określić moją reakcję). Jak już wiecie, zgodziłem się. Potem rozmowa, ważenie, badanie poziomu tłuszczu, krwi, rozmowa z dietetykiem i trenerem oraz budowanie wiary w siebie. Trzeba przyznać, że nigdy nie byłem otoczony taką opieką medyczno-dziennikarską, jak w ostatnim czasie. Niestety, żeby jeszcze i oni odchudzili się za mnie… Co dalej? Tego dowiecie się jutro.
poniedziałek, 04 maja 2009
Czas na mnie.
Witam serdecznie. Czas abym teraz i ja pojawił się na tym blogu i opisał co stało się z moimi cennymi kilogramami. A wszystko to dzięki akcji gazety. A tymczasem życzę miłego poniedziałku… cdn. Cezary Kurkowski
niedziela, 03 maja 2009
Historia Magdy B.
Zacznę od dzieciństwa. Byłam bardzo chudym i wysokim dzieckiem, wręcz niejadkiem. Aż do czasu studiów raczej trapiła mnie zbyt mała, niż za duża waga. Tyć zaczęłam odsiedzenia za biurkiem. Mam grupę krwi, 0 czyli wojownika-myśliwego i najgorszy dla mnie był brak ruchu. Gdy kilka lat temu zaczynałam pracę w Gazecie Wyborczej, byłam wiotka niczym młoda brzózka, ale wkrótce zaczęłam się zmieniać w ociężałą maszynę. Stres, brak czasu, kiepskie posiłki, późne jedzenie – szybko odłożyły się w postaci dodatkowych kilogramów. Latem 2007 roku wyglądałam już tak. 
Frustrował mnie mój wygląd i kiepska kondycja, więc postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Zapisałam się na siłownię i kilka razy w tygodniu przed pracą ćwiczyłam. Efekty były, choć niezbyt spektakularne. Nie zmieniłam diety i choć jadłam niewiele, chudłam bardzo powoli. Wystarczyła krótka przerwa w ćwiczeniach, by waga szła w górę. Niestety tryb mojej pracy, niemal wykluczał regularność. Często rano nie miałam czasu na siłownię (niestety w Olsztynie najwcześniej otwierany klub czynny jest od godz. 7.30), a wieczorem wracałam zbyt późno i byłam zmęczona. Postanowiła znaleźć inną formę rekreacji. Wiosną 2008 roku zaczęłam dojeżdżać do pracy rowerem. Okazało się to starzałem 10. Z Osiedla Generałów na Stare Miasto, gdzie mieści się olsztyńska redakcja Gazety Wyborczej jest kilka kilometrów. Droga nie zajmowała mi więc zbyt dużo czasu, ani zbytnio nie męczyła, za to dwa razy dziennie miałam zagwarantowany wysiłek. To wystarczyło, by schudnąć i poprawić kondycję. Jesienią podczas wycieczki w góry wyglądałam już całkiem przyzwoicie. 
 Potem jednak przyszła zima. Starałam się nadal jeździć rowerem do pracy, ale pojawiły się problemy. Nie przeszkadzało mi wcale zimno, czy śnieg, ale sól sypana na ulicę, od której zaczął mi strasznie rdzewieć rower. Znowu zrobiłam sobie przerwę w ćwiczeniach. Pomyślałam, że zaczynająca się w marcu akcja Gazety „Polacy Odwagi” została wymyślona jakby dla mnie. Od razu się zgłosiłam. Zaczęłam od diety, a jak tylko śniegi stopniały dołączyłam też rower i basen.
czwartek, 30 kwietnia 2009
Jak rzucić lody
Na szczęście moja infekcja zębowa już w miarę opanowana. Z twarzy zaczynam wreszcie przypominać człowieka, a nie gnoma. Mam nadzieję, że obrzęk na policzku w kształcie piłki do tenisa już nigdy nie powróci. Koniec, więc wymówek i czas wrócić do racjonalnego odżywiania – gdy byłam kontuzjowana starałam się jeść tylko jeden za to wysokokaloryczny posiłek dziennie, żeby oszczędzić sobie cierpień, a przy tym dostarczyć energii niezbędnej do życia i walki z chorobą. Wracam jednak powoli do dobrych nawyków. Jeżdżę już od dwóch dni do pracy rowerem, a dziś zjadłam nawet śniadanie. Niestety został mi trudny do wykorzenienia zwyczaj jedzenia lodów. Dentystka poradziła bym je jadła, bo zimno miało sprzyjać wyzdrowieniu. Nie chcę nawet pisać, co byłam zdecydowana jeść w chwilach kryzysu, więc i lody nie wydały mi się straszne. Tylko jak się teraz odzwyczaić? Zwłaszcza, że upał na dworze. Zapalenie ma też dobre strony. Rzuciłam palenie i nie wrócę do nałogu, przez co najmniej najbliższe pół roku, bo tyle ma trwać leczenie mojego biednego zęba.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Próżność i kara
Gdy po kilku miesiącach odchudzania widać już efekty kuracji, poczułam się atrakcyjna i wiotka. W rozmowach stałam się wręcz kokieteryjna. Kupiłam sobie kilka romantycznych sukienek przed kolana i nawet się nie zdziwiłam gdy na basenie zaczął mnie wyrywać chłopak, obejrzawszy mnie przedtem uważnie w stroju kąpielowym. Grubszym koleżankom migałam przed oczyma chudymi nogami i udzielałam rad na temat diety. Czułam się królową życia, której udało się wziąć pod kontrolę, własne ciało. I wtedy przyszła kara za próżność. Nieznośna infekcja zęba zrobiła ze mnie jednostronnego chomika. Nikt już nie woła na mój widok - O rany jak schudłaś - tylko - Boże co ci się stało! Szpetna niczym Quasimodo przemykam się bokami ulic, ukrywam się przed słońcem, jęczę cichutko w kącie. Codziennie wystawiana jestem niczym na pręgierzu na widok publiczny, bo taka już moja praca, że muszę uczestniczyć w różnych wydarzeniach. Do tego przestałam palić by nie pogarszać stanu mego nieszczęsnego zęba.  Tragiczna infekcja ma tylko jedną dobrą stronę. Lekarz przepisał mi antybiotyk i... lody. Z czystym sumieniem mogę pocieszać się nimi i mieć nadzieję że faktycznie podziałają.
|
|